Posterous theme by Cory Watilo

What's pleasing to the eye in the delusion of my sight*

Adam Yauch - MCA (1964-2012)

MCA

Ostatni czasokres obfitował w wydarzenia. 4 maja po kilkuletniej walce z rakiem, odzedł Adam Yauch, znany szerszemu gronu jako MCA, członek Beastie Boys. Rest in peace, bro'

Robaki

To, o czym chcę napisać kilka słów więcej dotyczy (dla odmiany) Luxtorpedy. Po pierwsze: premiera! 09.05.2012 odbyła się premiera drugiego albumu Luksów zatytułowanego Robaki.

O godzinie 18:00 w warszawskim Empiku przy Marszałkowskiej (hue, hue, poznaniacy) wbiegłem na pierwsze piętro dzierżąc w dłoni świeżo odebrane z Eventimu bilety na Sonisphere.

Minął kwadrans, który przegadałem w miłym towarzystwie, po czym pojawił się Litza, który przeprosiwszy publikę, udał się na kawę i fajkę, zostawiając Kmietę, by zabawiał publikę. Luksi byli na wysokich obrotach od trzeciej nad ranem, wiadomo. Podobno rozdawanie zapałek się udało.

Po wypaleniu szluga zespół był gotów. No, może poza Drężmakiem, który wpadł nieco spóźniony, ale i tak dostał owację na stojąco. Wydarzenie prowadził Rawicz, ale na szczęście pytania zadawała głównie publiczność. Pomimo widocznego zmęczenia, chłopaki (zwłaszcza Kmieta) dbali o to, by atmosfera nie zrobiła się zbyt nadęta, przekłuwali balon.

Pytano o to, gdy zagrają w mieście X, kiedy w mieście Y, skąd się wzięła różnica brzmienia między pierwszą i drugą płytą (Kmieta fachowo wyjaśnił ;)), jak powstają ich teksty (yeah, right), czemu Hans jest Hansem, a także co o Robakach myślą ich żony. Just look (kręciła Kasiulec):

Potem standardowo: był czas na zdobycie autografów, chwilę pogawędki z zespołem (ominął mnie koncert Pięć Dwa w Piasecznie. Hansu, bierz Deepa pod pachę i dawaj występa w Warszawie), poznać reprezentację luxforum, aż trzeba było ustąpić pola wywiadobiorcom.

Jedno starsze małżeństwo przysłuciwało się spotkaniu. Na koniec kobieta rzuciła "Ale fajne chłopaki", na co jej mąż "Ale jakie brzmienie!"

Bajdeuej, Luxtorpeda postanowiła potraktować swoich fanów poważnie i umieściła na swoim kanale youtubowym wszystkie kawałkimz nowej płyty. Przed premierą ich płyta rozeszła się w kilkunastu tysiącach egzemplarzy. Chcieć to móc, drogie (nomen omen) wytwórnie!

Sonisphere \m/

Woo-hoo. Zacznę od tego, że nie miałem ochoty tam iść. Jestem nieimprezowym i niekoncertowym nudziarzem. W przeciwieństwie do mojej żony. Right? Right.

Nie jestem, jak się lubię łudzić, aż tak złym mężem. Kupiłem bilety. Metallikę lubiłem, spodziewałem się niezłego show. Nadto miało grać Black Label Society, które lubię, a którego bym nie odkrył, gdyby nie <fail>Guitar Hero</fail>. No i nie chciałem przegapić Luxów, którzy mieli grać krótki, trzydziestominutowy set.

Na bemowskie lotnisko wpuszczali od 15.00. Ja oczywiście w robocie, kręcę się i wiercę, by wyrobić się z robotą i, bum, wylatuję. Nie miałbym stresu,gdyby nie to, że akurat miałem tygodniowy dyżur, czyli 24h na dobę musiałem być pod telefonem, gdyby coś się akurat zesrało w robocie. Ech, święty Ekspedycie... Podróż z przygodami, kilka rozmów służbowych, a na Młocinach wsiadam w specjalnie przygotowaną przez ZTM linię tramwajową wiozącą mnie na miejsce koncertów.

Gdy wbiegam na płytę, Luksi grają Hymn, potem wywala się prąd i dają czadu unplugged z publicznością. Oczywiście, w nagrodę za spieprzoną elektrykę nie wydłużono im czasu koncertu. Livenation, brawo, kurna.

W minucie, gdy Luxtorpeda kończy koncert, szukam mojej żony i razem lecimy pod dużą scenę, gdzie Zakk Wylde już zaczął tańczyć w pióropuszu. Czad. Finałowym kawałkiem był oczywiście Stillborn.

Po nich grało Machinehead, które zlałem. Wróciliśmy na płytę, by razem z reprezentacją luxforum napić się wody zaprawionej Carlsbergiem. Żetony na piwo to zuo, zwłaszcza że ciężko było ten napitek nazwać piwem.

Jakieś Gojire, Huntery i insze inszości grające na małej scenie olałem takoż, zdecydowawszy się spędzić czas inaczej: już to stojąc w kolejce po piwo, już to rozmawiając z luxforumowiczami, aż trzeba było zacząć się zbierać i lecieć na ten Gołdyn Cyrkuł. Po drodze zahaczyliśmy o, nieliczne jak zawsze na tego typu imprezach, sanitariaty, dzięki czemu mogliśmy usłyszeć, jak Litza dołącza do Acidów, by wywrzeszczeć z nimi Slow and stoned.

I się zaczęło. Dźwiękami Ecstasy of gold. Setlistę wkleję poniżej. Po bokach sceny wisiały dwa telebimy, a na koncert Metalliki również tylna ściana setu stała się ekranem. Mogłem policzyć dziękimtemu zmarszczki na twarzy Jamesa. Nie wiedziałem, że aż tak zdziadzieli. Przy Master of puppets myślałem, że Larsa zabierze pogotowie, ale chłopak widocznie potrzebował rozgrzewki, bo z każdym kolejnym kawałkiem dawali radę coraz bardziej. Dodatkowe efekty pirogechniczne, świetlne, filmowe i akustyczne były fajne, ale niekonieczne. James z kolegami chyba też bawili się całkiem nieźle. Wiadomo, przy takiej publice...

A co grali?

METALLICA - Setlist - 10 maja 2012, Lotnisko Bemowo.

 

Main Set

1. Hit the Lights

2. Master of Puppets

3. The Shortest Straw

4. For Whom the Bell Tolls

5. Fight Fire with Fire

6. The Struggle Within

7. My Friend of Misery

8. The God That Failed

9. Of Wolf & Man

10. Nothing Else Matters

11. Through the Never

12. Don't Tread On Me

13. Wherever I May Roam

14. The Unforgiven

15. Holier Than Thou

16. Sad But True

17. Enter Sandman

Encore

18. Creeping Death

19. One

20. Seek & Destroy

Na youtube można znaleźc nagrania prosto ze Snake Pit. Dziękuję Ci anonimowy fanie Metalliki!

 

Po koncercie tłumy zablokowały Bemowo, rozchodząc się w kierunku Wrocławskiej i Conrada.

I co teraz będzie? Dębiec, Dębiec!

Borussia rozgromiła Bayern 5:2. Lewy 3 gole. (tak, wiem że to już kilka dni. Po prostu długo piszę posty)

*to otwerający wers z kawałka I don't know Beastie Boys, śpiewany przez MCA.

 

After unboxing

Stało się! W zeszły poniedziałeczek uprzejmy listonosz przyniósł do mojej fabryki kopertę z kilkoma egzemplarzami Robaków. Od razu rozlazły się po biurku, a jeden wskoczył do napędu, aż zadźwięczało w słuchawkach.

 

Pudełko jest brzydkie, bo pomazane:

I to z obu stron

 

W środku zaś książeczka z dwiema płytkami: główną z nowymi kawałkami i drugą z wersjami instrumentalnymi oraz kilkoma bonusami. Projekt książeczki był śliczny i uroczy, ale najwyraźniej drukarnia coś spieprzyła i strony wyglądają, jakby musiały wziąć rutinoscorbin. Papier chyba za dużo wypił, y'know.

Natomiast muza, tak jak się spodziewałem, wgniata w siedzenie. Faktycznie, jak mówił Litza, jeżeli poprzedni krążek był jak tatar, to ten jest niczym porządna pieczeń. Na muzyce znam się jak większość, więc nie będę gadał bzdur, poza ogólnikami, że mi się podoba. Toteż piszę: czad, miazga i Litza. Bam.

Najbardziej zaskoczyła mnie przemiana wokalna Hansa, który oboma onucami wskoczył w rapcore. W kawałku poniżej można posłuchać "nowego" Hansa.

Quis (who feels it, knows it,PKU) mówi, że jak dla niego, to wokal w obu wilkach za bardzo wali MTV, ale on się nie zna i nie wie, że MTV od dawna nie jest MTV, a lata '90 mamy dawno za sobą.

W każdym razie, motywem przewodnim, powracającym w refrenie, jest indiańska (?) opowieść o tym, że... zresztą posłuchajcie.

Kolejnym kawałeczkiem, który mnie rozłożył na łopatki był Gimli

 

Te teksty uderzają. Są nie tylko osobiste, ale i dla osobistego odbioru. Fajnie, że luxtorpedowy kombinat pokazuje, że o rzeczach ważnyc można śpiewać bez spłyceń i niepotrzebnej pompy.

Zespół przedpremierowo wystawił 1000 podpisanych egzemplarzy albumu na allegro - i się zaczęło. Ludzie zawiesili serwis, inni kupowali po 100 egzemplarzy i zaraz wystawiało je na własnych aukcjach i tak dalej. Niepodpisane płyty będzie można kupić od 9 maja, a jak ktoś jest niecierpliwy, może sobie posłuchać wszystkic (yep!) utworów z płyty na jutjubowym kanale zespołu albo zakupić album w postaci plików mp3 na Soundparku.

Howgh!

 

So it begins. Again.

Tak, to chyba mój ósmy blog. Wszystkie poprzednie przepadły. Teraz postanowiłem przeprowadzić mały eksperyment - blogować całkowicie z iPada. No, może jak mnie natchnie na edycję skórki, to posłużę się czymś innym.

Testowałem różne możliwości: Scribe+Scriptogr.am+DropBox itp, ale chyba pozostanę przy Posterous. A może natemat.pl? :)

Nah. Może nie.